,

Cały swój majątek zapisał Kościołowi. Miał tylko jeden warunek…

Emeryt z Poznania, Pan Bogusław, gdy poczuł, że nieuchronnie zbliża się starość, zaczął martwić się o to, co stanie się z jego majątkiem i nim samym. Jak sam mówi, jest nieśmiałym człowiekiem, który wychowywany był w głębokiej pobożności.

Nigdy nie miał śmiałości do kobiet i nawet wstąpił do zakonu, aby sprawdzić swoje powołanie. Przeor powiedział mu jednak, że jego powołanie jest gdzie indziej. Został więc w zakonie jako zwykły pracownik i zajmował się naprawami, ogrodem oraz wszystkim, co akurat trzeba było robić.

Nie miał wielkich potrzeb, więc odkładał wszystko co zarobił. W latach 80. zamienił pieniądze na bony dolarowe, kupił fiata i zaczął pracować jako taksówkarz.

Z Kościołem był zawsze bardzo blisko. Przeor pomógł mu nawet znaleźć żonę, ale małżeństwo zostało unieważnione. Z tego związku urodziła się trójka dzieci, które jednak nie utrzymywały kontaktu z ojcem, więc pan Bogusław je wydziedziczył. Emeryt nieuchronnie starzał się i zaczął martwić o swój majątek, samotność i brak opieki.

Postanowił oddać to, co ma Kościołowi w zamian za to, że ten znajdzie rodzinę, która u niego zamieszka, a on stanie się jej członkiem. Przepisał więc dom i działkę na własność Kurii Poznańskiej oraz zadeklarował spore sumy pieniędzy na wsparcie: 70 tysięcy złotych na radio Emaus, 40 tysięcy na kościół w Sudanie, 5 tysięcy na ręce arcybiskupa oraz mniejsze kwoty, które regularnie mają wspierać organizacje kościelne.

Kuria przyjęła darowizny, ale nie wywiązała się z zobowiązań. To znaczy, coś w sprawie Pana Bogusława zaczęło się dziać, ale mężczyzna nie był usatysfakcjonowany. Najpierw otrzymał gosposię, ale nie przyjął jej, gdyż chciał mieć rodzinę. Wtedy kuria przysłała rodzinę, ale za mało pobożną według Pana Bogusława. Była też taka, która nie tak gotowała, więc mężczyzna rozwiązał umowę oraz kilka takich, które rezygnowały po wstępnej rozmowie i nie odzywały się już więcej.

Pan Bogusław próbował naciskać na Kurię. Udał się więc do katolickich gazet, ale nikt nie potrafił rozwiązać jego problemu. Próbował także na własną rękę znaleźć rodzinę. Stanął przed kościołem z tabliczką na szyi:

„Dam bezpłatne mieszkanie 40 metrów kwadratowych dożywotnio pobożnej rodzinie za pomoc i opiekę dla mnie”.

Kilka osób zapisało numer telefonu, ale nikt się nie odezwał.

Minęło dziewięć lat, a rodziny nadal nie udało się znaleźć. Po zainteresowaniu się mediów Kuria zaoferowała zwrot darowizn, ale zastrzegła, że Pan Bogusław powinien sam je wycofać, bo inaczej będzie musiał zapłacić duży podatek.

Mężczyzna jednak tego nie chce. Uważa, że Kościół zobowiązał się i musi znaleźć mu rodzinę.

„Nie chcę, bo dałem Panu Bogu, na lud boży, biedaków, ewangelizację. Nie odwołam, bo to nie rozwiązuje sprawy. Trzeba było na początku powiedzieć: “Panie, to jest zbyt trudne, my rezygnujemy”. Normalnie płakać się chce. Siedzę jak ten kołek, wszystkie święta sam. Życzeń nikt mi nie składa na urodziny, imieniny, jak sierota jestem.

Sam żyję skromnie. Mam na lekarstwa, lekarzy prywatnych, bo nie będę pół roku czekał do ortopedy, mam na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, gdzie byłem dwa razy. Reszta idzie na datki dla Kościoła.

Mam 75 lat, ale ludzie mi tyle nie dają, zdrowo się odżywiam, żadnych tam smalcy, mięsa tłustego. Jeżdżę rowerem z napędem elektrycznym. Najgorzej ze mną jeszcze nie jest, ale nie można kopać studni dopiero, jak się pali. A jak się zachłysnę? Samochód mnie potrąci? Wylew? Do szpitala powinienem iść na operację barku, ale kto mnie umyje, ubierze z podwiązanym ramieniem? Na pewno są tacy, którzy by się tego podjęli.”

Jak się jednak okazuje, chętnych wciąż nie ma…

Pozostawiamy to Wam do oceny. Co sądzicie na ten temat? Dajcie znać w komentarzach.

Źródło: poznan.wyborcza.pl | Fotografie: Agencja Gazeta

Kardiolodzy polecają tę 5-dniową dietę: bezpieczny sposób, by zrzucić nawet 6 kilogramów!

„Schowaj te okropne cyce!” – 20-latka została poniżona w mediach społecznościowych. Jej riposta jest genialna!